środa, 18 marca 2015

Prolavia - podsumowanie 1 tygodnia

Cześć Wam :)

Tak jak obiecałam - wracam, aby podsumować krótko wrażenia i efekty po pierwszym tygodniu stosowania suplementu Prolavia.

Po przeczytaniu testu konsumenckiego zauważyłam, że większości osób doskwiera dostępność tylko jednego smaku, który już po kilku dniach się nudzi. Mnie ten problem nie dotyczy,a to pewnie dlatego, że nie spożywam Prolavii w formie kisielu, tylko za każdym razem popijam jako napój. Truskawkowy aromat cały czas jest dla mnie przyjemny i zachęcający :)


STOSOWANIE
Specyfik ten jak tylko mogę stosuję jak ulotka przykazała tj. 3 razy dziennie, ok. pół godziny przed posiłkiem. Ze względu na rozplanowanie czasowe moich posiłków, spożywałam ten suplement przed śniadaniem, przed II śniadaniem i przed obiadem.

REAKCJA
Przyznam szczerze, że wypijam ten suplement zamiast jeść kisiele, ponieważ smak mi nie odpowiada. W składzie jest stewia, którą zazwyczaj używam zamiast cukru, jednak nie wiem dlaczego w tym wypadku mi to nie odpowiada. Być może to połączenie truskawki i tego rodzaju substancji słodzącej nie jest dla mnie. Jak jednak wspomniałam - forma płynna bardzo mi odpowiada :) Zauważyłam, że zjadam nieco mniejsze porcje zwłaszcza obiadu, jednak nie mam uczucia zapchania żołądka, jakie miewam przy stosowania innego błonnika (np. z owsianki lub otrębów). Nie zauważyłam też żadnych efektów ubocznych. Wszystko działa tak jak działało. 

EFEKTY
Większość z Was pewnie najbardziej czeka na efekty.Jeśli chodzi o wynik wagowy, to w 7 dniu stosowania finalnie zanotowałam spadek wagi o 0,6 kg. Nie wiem jednak, czy może to być wyznacznik dla Was, ponieważ ok. 4 dnia stosowania spadek wyniósł nawet 1 kg, a moja waga nawet w ciągu 2 dni potrafi się różnić o 2 kg bez stosowania specjalnych diet czy specyfików.

SPOSTRZEŻENIA
Efekty rewelacyjne nie są,ale SĄ i to jest najważniejsze. Jestem ciekawa, czy po następnym tygodniu ruszy się coś więcej, czy też będzie już zastój :) Na pewno dam Wam jeszcze znać.

środa, 11 marca 2015

Nieśmiały powrót i test jednego suplementu

Cześć Wam!

Tak, wiem... trochę długo mnie tu nie było... Przeszło rok. Starałam się czasem na facebooku udzielać, ale też nie za bardzo się udawało. Miałam nawet kilka przepisów dla Was, ale nie miałam serca wrzucić czegoś byle tylko dodać nowy post. Wiele się działo ze względu na osobiste sprawy, większość bardzo pozytywna, jednak czasu niedużo. Jak chcecie mogę Wam kiedyś poopowiadać co i jak, ale dzisiaj przychodzę z zupełnie innym tematem.

W ciągu minionego roku przez przyspieszone tempo życia niestety zaniedbałam trochę swoją kuchnię na rzecz produktów, które można szybko przyrządzić. Cały czas przemycam oczywiście do jadłospisu zdrowe przekąski i dbam o zdrowe obiady jak mam wolny weekend, ale to i tak to nie to samo.

Dawni czytelnicy na pewno wiedzą, że polecam diety Vitalia.pl, ponieważ sama je stosowałam i byłam bardzo zadowolona. Teraz co prawda nie jestem na żadnej diecie redukcyjnej, ale chciałabym pohamować swój apetyt, ponieważ zdarzają mi się tak zwane "wpadki", a za 3 miesiące zbliża się mój ślub, na którym, jak wiadomo, chciałabym dobrze wyglądać. Na vitalii jestem praktycznie codziennie, ponieważ często czytam zamieszczane tam artykuły i uczestniczę w dyskusjach poruszanych na forum. Wyczytałam tam o nowym suplemencie diety o nazwie Prolavia. Jest to specyfik sprzedawany pod patronatem Vitalii i charakteryzuje się tym, że posiada specjalne bakterie i   jego składnikiem jest też glukomannam- błonnik rozpuszczalny w wodzie, który jako jedyny błonnik jest rekomendowany przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności jako wspomagający redukcję masy ciała. Więcej o składnikach na stronie  Prolavii TUTAJ.



Nigdy nie interesowały mnie tego typu suplementy, ze względu na wszystkie niepotrzebne i często szkodliwe dla organizmu składniki. Z takim natomiast się nie spotkałam.

Poczytałam trochę o teście konsumenckim, gdzie testerzy próbowali tego specyfiku przez bodajże 2 tygodnie. Były bardzo różne reakcje, ale większość osób schudła. Więcej o teście konsumenckim TUTAJ. 

Nie zdecydowałam się od razu, ponieważ ceny są bardzo, bardzo wysokie! Są co prawda często promocje np. 15%, 20%, ale przy takich cenach to wciąż wiele. Zachęciły mnie jednak opinie testerów oraz to, że z okazji dnia kobiet cena była aż o połowę niższa. Zamówienie przyszło następnego dnia.

W jednym opakowaniu znajdują się 42 saszetki z różowym proszkiem oraz ulotka z darmowym kodem na 7 dni diety na Vitalii (kupując np. 2 opakowania otrzymujemy 2 kody itd.). Producent zaleca zażywać 3 porcje dziennie, więc 1 opakowane starcza na dwa tygodnie kuracji. Saszetki wyglądają w ten sposób:

Wystarczy wsypać zawartość 1 saszetki do szklanki, zalać 100 ml zimnej bądź letniej wody i wypić lub odczekać 3 min i zjeść jako truskawkowy kisiel.

Testowałam już wczoraj i kisiel wygląda tak:
Słodzony stewią, porcja ma tylko 2.5 kcal. Niestety niekonieczne przepadam za kisielem, ale smak jest dobry :)

Od dzisiaj zaczynam pełną kurację jako uzupełnienie moich zmagań z treningami. Będę Was oczywiście na bieżąco informować o postępach. Na dzień dzisiejszy przyjmijmy wagę "0". Reszta relacji pojawi się pewnie za ok. tydzień, a więcej o tym specyfiku możecie poczytać na stronie http://prolavia.pl. 

A może ktoś z Was już próbował? Jakie doświadczenia?


niedziela, 12 stycznia 2014

Słodyczowy Steviowy raj!

Cześć wszystkim!

Dawno mnie tu nie było, ale wcale nie zapomniałam, że coś takiego tutaj prowadziłam, natomiast od paru miesięcy moje życie jest na bardzo wysokich obrotach i żeby to wszystko ogarnąć muszę wyznaczyć jakieś priorytety.

Mam jednak nadzieję, iż wybaczycie mi to, tym bardziej, że chciałabym podzielić się z Wami moim wspaniałym odkryciem! :)

Jakoś w okolicach 6 grudnia dostałam paczkę pełną słodyczy. Nie są to jednak zwykłe słodycze. Są one słodzone stewią i zrobione z belgijskiej czekolady. Jeśli nie wiecie zbyt dużo o stewii to więcej informacji znajdziecie tutaj: http://www.stewiarnia.pl/.

To, co znalazło się w paczce to:



5 czekolad po 80g 
250g stewii 1:1 oraz słodzik w tabletkach


Krem czekoladowy- mój ulubieniec!

2 batoniki oraz 9 pralinek





Jestem strasznym słodyczomaniakiem i w końcu znalazłam alternatywę dla siebie. Różnica w kaloryczności może nie jest bardzo duża (np. standardowa czekolada ma ok. 520 kcal/100g, a stewiowe- ok. 450), natomiast walory zdrowotne są niesamowite i na pewno można pojeść trochę takich słodyczy bez większego wyrzutu sumienia.
Zdecydowaną różnicą między zwykłym cukrem a stewią jest to, że po zjedzeniu produktów słodzonych stewią nie występuje typowe "ssanie" na języku, co jest typowe dla tradycyjnego cukru, który w ten sposób uzależnia. Warto też zaznaczyć, że produkty z czekolady belgijskiej są w smaku luksusowe i to naprawdę czuć.

Cena takich słodyczy na pewno jest dość wysoka, co jest zdecydowanym minusem, natomiast można to wykorzystać jako prezent dla osób będących na diecie lub dla diabetyków.

Polecam zwłaszcza krem czekoladowy oraz stewię w kryształkach :) to naprawdę praktyczne rozwiązanie, gdy ma się ochotę na małe co nieco.

środa, 30 października 2013

Krem z dyni i... pomarańczy

Hej!

Przepraszam, za to miesięczne milczenie, ale chcę Wam to dziś zrekompensować przepisem, który jest na czasie i wpisuje się w sezon.

Pewnie wielu z Was będzie się bawiło na haloweenowej zabawie w towarzystwie wampirów, potworów i innych stworów, ale... czy ktoś z Was będzie szykował dyniowy lampion? Jeśli tak, to lepiej kupcie jedną dynię więcej i przetestujcie ten przepis :) Szczerze muszę przyznać, że autorką przepisu jest moja Mama i krem z dyni wyszedł jej genialnie. Bardzo się cieszę, że dynia, z której zrobiono tę zupę, nie została zmarnowana na lampion, bo nigdy bym nie przypuszczała jak wspaniale w wytrawne daniu wpisują  się pomarańcze!







Składniki (na ok. 8 porcji):


  • Ok. 1 kg dyni
  • 1,5 l bulionu
  • ok. 4 łyżki jogurtu
  • Cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 2 średnie/1 duża pomarańcza
  • przyprawy: sól, pieprz, imbir


Na głębokiej patelni lub w garnku zeszklić cebulę, po chwili dodajemy posiekany czosnek i pokrojoną drobno dynię. 
Dodajemy bulion, przyprawy, zblendowane pomarańcze (uwaga na pestki).
Doprowadzamy do wrzenia,  gotujemy aż dynia zrobi się miękka (ok. 15-20 min.).
Całość blendujemy, dodajemy jogurt, przyprawiamy i gotujemy jeszcze przez chwilę.
Zupa gotowa!

niedziela, 29 września 2013

Pies na medal, czyli Dog Trekking

Hej hej!

Aż nie chce mi się wierzyć, że wrzesień już prawie przeminął, a ostatni napisany post jest o ulubieńcach sierpnia... Musicie mi to wybaczyć, ale naprawdę sporo się działo w tym czasie :)

A dzisiejszy post będzie się nieco wiązał z sierpniowymi ulubieńcami, ponieważ wspominałam Wam tam o Doktrekkingu, Tak się złożyło, że w tym miesiącu również na takim byłam:) Jeżeli macie swoje psiaki, lubicie długie spacery i znacie się trochę na mapie to... coś dla Was!

Generalnie istnieje liga dogtrekkingowa i odbywają się one w różnych regionach Polski, zazwyczaj przy łąkach i lasach. Wystarczy się zapisać na takie zawody, wziąć swojego czworonoga i stawić się w wyznaczonym miejscu i czasie. Do wyboru są trzy dystanse:

Trasa fitness- ok. 10 km
Trasa midi- ok. 25 km
Trasa long- 50 km

Każdy z zawodników otrzymuje mapę z wyznaczonymi punktami kontrolnymi, które trzeba zdobyć. Każdy punt kontrolny jest oznaczony specjalną, widoczną taśmą i ma przypisany kod oraz pisak, którym trzeba wpisać ten kod na swoją mapę (aby udowodnić, że dotarło się do tego punktu kontrolnego).
Trasy są często bardzo ciężkie, kiedyś trzeba było przeprawić się przez strumień, aby zdobyć punkt kontrolny, a żeby zdobyć wszystkie punkty trzeba było zrobić nie 10 a 20 km :)
Jest tam wielu zagorzałych biegaczy, którym towarzyszą ich psy. A rasy psów są naprawdę różne: od kundelków do rasowych malamutów czy wilczurów, więc to zawody dla każdego :)

Więcej informacji znajdziecie na stronie organizatora: http://www.dogtrekking.org.pl/

Dajcie znać, czy słyszeliście o czymś takim i czy taka inicjatywa Wam się podoba.

Dojechaliśmy na miejsce


Część zawodników



Nasza mapa i punkty kontrolne







I na mecie!

Zasłużony odpoczynek


Pani ze sparaliżowanym psem Kraksą 



sobota, 7 września 2013

Ulubieńcy sierpnia

No proszę, jakoś szybko mi ten miesiąc zleciał :) Był bardzo pracowity, dużo się działo, ale to i tak odpoczynek przed maratonem, jaki czeka mnie od października. Ale o tym opowiem w swoim czasie ;)

Zapraszam Was do obejrzenia tego, co ujęło mnie w minionym, wakacyjnym miesiącu.







Kategoria 1: JEDZENIE

I tak cały czas lubiłam jeść na okrągło borówki, ale gdy zdarzył się czas spotkań towarzyskich, serwowałam gościom pełnoziarniste czekoladowe muffinki. Przepis na ich wersję z bananem znajdziecie oczywiście na tym blogu. 

Często robiłam też wersję tarty z przepisu z tego miesiąca:

Królowały też sałatki na bazie świeżego szpinaku (Szpiiiinaaak! <3)

Kategoria 2: SPORT

Tutaj raczej się nie popisałam. Z braku czasu robiłam zwykłe brzuszki, ale regularniej niż zazwyczaj. Minimalny efekt, ale jest:
Miałam też przez 2 tygodnie podopiecznego- fajnego psiaka, z którym chodziłam na bardzo długie spacery i bawiłam się z nim i jego dwoma towarzyszami- kotami. Ten monochromatyczny pies nazywa się Kodi i byłam z nim na tzw. dog trekkingach :)

 Na poniższym zdjęciu widać w tle również stepper, który miałam do dyspozycji i użytkowałam przez 2 tygodnie :)

Kategoria 3: Kultura

Całkiem niedawno obejrzałam film "Poradnik pozytywnego myślenia", który naprawdę pozytywnie mnie nastawił, dzięki wielu humorystycznym scenom :)


Jest też jedna książka, która została mi pożyczona i trafiła w mój gust. Jeśli lubicie thrillery i przewrotne zakończenia z prawniczą nutą w tle to polecam "W obronie syna" Williama Landay'a.



wtorek, 27 sierpnia 2013

30 faktów o mnie. TAG

Cześć Wam :)

Już któryś raz zabieram się za zrobienie popularnego na YouTube i blogach tagu "50 faktów o mnie". Zauważyłam, że mam ten post niedokończony w wersjach roboczych wśód nieopublikowanych postów, ale oficjalnie zmotywowała mnie do pociągnięcia tego tematu Fitblogerka (TUTAJ jej blog, jeśli jakimś cudem nie wiecie o kim mowa ;).

Fakty będą zupełnie przypadkowe, pierwsze lepsze które wpadły mi w głowę, podzielę je jedynie na 2 kategorie. Z góry ostrzegam, że ten post dla większości z Was może być zbyt nudny, by poświęcić na niego czas, ale zapraszam tych, którzy chcą mnie troszkę lepiej poznać :) I tak postanowiłam skrócić tag do 30 faktów.



Zaczynamy!

Kategoria kulinarna / dietetyczna:
1. Tak naprawdę zaczęłam uczyć się gotować będąc na diecie. Uważam, że nie gotuję super dobrze, ale mam głowę pełną pomysłów na dania.
2. Najwięcej schudłam 25 kg, ale 5 kg wróciło i trzymam taką wagę od 2 lat.
3. Kiedyś przez ponad rok u mnie w domu jadło się na obiad tylko zupki chińskie, kebaby i inne dania instant...
4. Przez moją dietę wprowadziłam do domu nową "politykę jedzeniową", dzięki czemu schudła też trochę moja mama.
5. Nigdy nie lubiłam zbyt tłustych potraw....
6. ... i do tej pory nie mogę nawet słyszeć słowa "golonka",a tym bardziej patrzeć jak ktoś ją je.
7. Owoce najczęściej lubię w formie nieprzetworzonej, nie lubię przez to np. ciast z galaretką i owocami.
8. Niestety jestem strasznym łasuchem, cały czas walczę z moimi pokusami na słodycze....
9. Uwielbiam herbatę miętową z pomarańczą!
10. Nie przepadam za mięsem, jem je rzadko, ale mimo wszystko nie potrafiłabym z niego zupełnie zrezygnować.

Kategoria ogólna:
11. Mam prawo jazdy, które zdałam za pierwszym razem, jednak nieczęsto mam okazję prowadzić samochód i właściwie dobrze, bo uważam, że nie jestem dobrym kierowcą.
12. Wolę być rannym ptaszkiem niż nocnym markiem- dość wcześnie chodzę spać.
13. Moje ulubione kolory: czarny, zielony, kobaltowy i czerwony.
14. Jestem uzależniona od kanałów 'urodowych' na YouTube- muszę obejrzeć coś z moich subskrypcji przed snem.
15. Ten blog zrodził się z pomysłu podrzuconego przez jednego z moich braci, a dwóch z nich i mój chłopak byli na początku jego menagerami (polecali wszystkim znajomym).
16. A propos rodzeństwa- mam 5 braci, 2 siostry i jestem najmłodsza :)
17. Studiuję administrację.
18. Siniaki wychodzą mi prawie że od mocniejszego powiewu wiatru.
19. Lubię wszystkie zwierzęta, ale dużą przewagę mają pieski.
20. Panicznie boję się całkowitej ciemności, ale pół mrok bardzo lubię.
21. Moje włosy na głowie są bardzo oporne na porost, a zawsze marzyło mi się bardzo długie, romantyczne włosie...
22. Raczej jestem introwertykiem, wolę też spędzać czas w sprawdzonym towarzystwie.
23. Uwielbiam bić rekordy i prześcigam się w pobijaniu ich razem z moim chłopakiem (zwłaszcza w grach na tablet).
24. Zawsze wolę być gdzieś wcześniej niż później. Nie lubię się spóźniać i nie toleruję tego, gdy ktoś spóźnia się NOTORYCZNIE. 
25. Urodziłam się w wigilię- 24 grudnia....
26.... i cieszę się, że moja Mama nie uległa namowom pielęgniarek by dać mi na imię Ewa, bo raczej urodziny, imieniny i święta jednego dnia to stanowczo za dużo. Ewa mam na drugie imię :)
27. Mam na imię Paula, a nie Paulina i zawsze wszystkich upominam, jeśli się w tym pomylą i uświadamiam, że to nie są te same imiona.
28. Jestem całkiem duża- mam 178 cm wzrostu i nawet to lubię :)
29.Nie lubię natomiast rozmiaru swojej gigantycznej stopy- 42.5- 43.
30. Uwielbiam tańczyć, ale rzadko chodzę do klubów, bo denerwuje mnie ścisk na parkiecie. Nie przeszkadza mi odpalenie muzyki głośno w domu i robienie tego solo :) Robię to często.


Tak! To koniec zanudzania! Gratuluję wytrwałym i zapraszam wszystkich blogerów do zrobienia tego tagu,  bo niektórzy naprawdę mają coś ciekawego do napisania  o sobie, a ja chętnie poczytam :)

 Dajce znać, czy podobają Wam się takie luźne wpisy. Miłego dnia!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Zdrowa tarta na zielono

Na zielono, czyli z czym? Oczywiście, że z moim ukochanym szpinakiem!!! Dodatkiem są cukinia i parę innych warzyw, ale na pewno dominuje smak szpinaku :) Gorąco zapraszam amatorów tego zielonego specjału do przetestowania tego przepisu. Danie smakuje na gorąco prosto z piekarnika lub ciepłe, odgrzane następnego dnia ;)




Składniki (na małą formę do tart- ok. 8 porcji):
Ciasto:

  • 150 g mąki pełnoziarnistej
  • 60 g masła (u mnie klarowane)
  • 1 małe jajko
  • Szczypta soli
  • Przyprawy (bazylia, zioła prowansalskie, tymianek)


Nadzienie:

  • Opakowanie mrożonego szpinaku
  • 1 mała cukinia
  • 1/2 papryki
  • Duża cebula (najlepiej czerwona)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • Przyprawy


Sos:

  • 1 op.(200 g ) serka wiejskiego (u mnie light)
  • 2  małe jajka
  • 3-4 łyżki jogurtu greckiego
  • Przyprawy

Mąkę, zimne masło i resztę składników zgniatamy na ciasto o jednolitej konsystencji. Zbijamy w kulkę, owijamy w folię i wstawiamy na 30-45 min do zamrażalnika.

Szpinak rozmrażamy w garnku, po czym dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy. 
Resztę warzyw kroimy, podsmażamy do miękkości na patelni i dodajemy do szpinaku. Mieszamy. 

Składniki na sos (po odlaniu zbędnej wody z serka wiejskiego) dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej masy. 

Wyciągamy ciasto z zamrażalnika, rozwałkowujemy, wykładamy nim formę do tarty i dziurkujemy widelcem cały spód. 
Podpiekamy w 180 stopniach przez 15 min z obciążeniem (np. fasolki) i 5 min bez obciążenia. 

Na podpieczone ciasto wylewamy nadzienie szpinakowe, a na wierzch wylewamy sos. Pieczemy ok. 20-25 min w 180 stopniach (trzeba obserwować). 

Wartość kaloryczna:.ok. 250 kcal/ porcja